Tony historii o internetowych romansach, miłościach, ba, nawet ślubach zawartych po sieciowych znajomościach skłaniają coraz więcej osób do szukania szczęścia w wirtualu. Nieszczęśliwi i tak nie mają już nic do stracenia a łamacze damskich (i łamaczki męskich) serc lubią sobie na Facebooku podreperować od czasu do czasu statystyki. Kiedyś słało się romantyczne kwiaty, telegramy, wiersze, dzisiaj romantyzm odszedł do lamusa i czeka na odrodzenie. Pytanie, czy w wirtualu romantyczne odrodzenie kiedykolwiek nastąpi? Jego sprawa.

Facebook jest jednym wielkim biurem matrymonialnym. I, co najlepsze - bezpłatnym. Tutaj nie trzeba płacić abonamentu za dostęp do damskich i męskich kontaktów a informacje o potencjalnym partnerze są na wyciągnięcie ręki. Wystarczy zaprosić bądź zaczepić. Jeśli odpowie - Wasze szanse na podryw rosną. Na Facebooku, zupełnie tak samo jak w realu, istnieją zasady skutecznego podrywu. Portal jest doskonałym miejscem do kreowania własnego wizerunku. Rzecz jasna - nie można przesadzać - trudno zrobić z chuderlaka dobrze zbudowanego dwudziestokilkulatka a z leciwej brunetki ponętną blondynkę. W realu wszystko wychodzi na jaw.

1. Po pierwsze - zdjęcie. Panowie i panie - profilowe foto jest Waszą wizytówką i działa na wyobraźnię. Nadto na Facebooku, podobnie jak w realnym życiu, liczy się pierwsze wrażenie. Zdjęcie powinno być fajne, przyciągać uwagę i potwierdzać Twoją pewność siebie. Żadnych ujęć z browarami, z odsłoniętą przed lustrem klatą i ujęć przed lustrem łazienkowym. Słitaśne focie to obciach. I kolokwializm w tym miejscu jest całkowicie uzasadniony.

2. Status związku. Bo nie można być trochę albo w połowie w ciąży. Albo jesteście singlami, albo nie. Skomplikowany status związku znacznie utrudnia poszukiwania. I daje drugiej stronie do myślenia. Facet ze skomplikowanym statusem może być potraktowany jako nieszczęśliwy i porzucony, który szuka krótkotrwałego pocieszenia. A dziewczyna? Na pewno jako niezdecydowana albo kokietka. Chyba, że niektórych to kręci. Chcąc uniknąć komplikacji lepiej przy statusie związków nie kombinować. Być wolnym - to brzmi dumnie.

3. Wstrzemięźliwość i praca. To do Was, Panowie. Przechwałki na ścianie, szczególnie te o gorących laskach na imprezie, i zdjęcia z byłą mogą skutecznie odstraszyć. Jesteście wolni? Nie musicie już nikomu udowadniać, że mieliście partnerkę. Każdy facet lubi zgrywać Playboya. Ale, uwierzcie nam, to żadna sztuka nim być. Wstrzemięźliwość w wyrażaniu emocji jest w cenie. Kobiety lubią mężczyzn tajemniczych a nie krzyczących figo-fago. Bądź sobą. Niekoniecznie z Pepsi.

4. Natarcie. Spokojnie, nic na siłę. Upierdliwość wyklucza z grona potencjalnych partnerów. Na początek jedna, krótka, formalna wiadomość. Żadnych bałwochwalczych opowiadań o miłosnych podbojach, tandetnych wyciskaczy łez o złamanych sercach, przechwałek o zasobności portfela, furze, skórze i komórze. Powoli. Jeśli kandydatka nie odpowiedziała w ten sam dzień - dajcie jej odsapnąć i zebrać myśli. Nie atakujcie codziennie, nie zasypujcie mailami, zaczepkami, postami na tablicy. Nikt nie dał Wam pozwolenia na ingerowanie w cudzą prywatność. Cierpliwość popłaca. Szczególnie w wirtualnych kontaktach damsko-męskich.

5. Gadka-szmatka. Co pisać? Można zacząć od pogody. Lepiej unikać tematów drażliwych - szczególnie tych politycznych i światopoglądowych. Przynajmniej na początku. Nie wyskakuj do niej ze stwierdzeniami z utartymi tekstami w stylu "Cześć sexy", "Cześć piękna", "Cześć słodka". Staraj się ją rozbawić, ale nie za wszelką cenę. Zabawny film czy post umieszczony na Twojej ścianie może przyciągnąć uwagę i rozbawić. Kobiety cenią inteligentne poczucie humoru. Pamiętaj, żeby być oryginalnym. Na swój własny sposób. Oryginalność jest w cenie.

6. Pora na real. Kiedy wirtualna znajomość rozwija się w najlepsze i macie ze sobą coraz więcej wspólnych tematów do rozmów - pora sprawdzić, czy w realu będzie równie miło. Powodzenia!