Facebook ma kiepskich cenzorów i nieskutecznych administratorów. Skąd ten zarzut? W społecznościowych zaułkach cały czas można się natknąć na porno-śmietnik. Erotyczny spam zalewa Facebooka coraz szybciej mimo tego, że jakikolwiek seks jest tu zakazany. Cenzorzy z Palo Alto kasowali fotografie matek karmiących piersią, akty, plakaty informujące o kampaniach na rzecz walki z rakiem jąder, a ze śmieciowymi postami nie potrafią sobie poradzić.

Z pewnością każdy z Was co najmniej raz natknął się na Facebooku na okienko reklamowe z obietnicą seksu za jednego "lajka". W takich przypadkach ci, którzy klikną "Lubię to!" (przy erotycznym kadrze) są dosłownie okradani z klików. To klasyczny przykład clickjackingu. Hakerzy wykorzystują często używane przez internautów przyciski i przypisują im nowe funkcje. Kliknięcie takiego linku prowadzi do strony zaprogramowanej przez hakera.

W porno-reklamówki na Facebooku często zamieszane są nieświadome niczego gwiazdy. Przypomnijmy choćby o nieistniejącym filmie Omg Miley Cyrus sex tape, który był obietnicą skandalicznego seksu z Miley Curus w roli głównej http://www.fejsik.pl/Porno-z-Mi… , czy fałszywym seks-wideo z singapurską aktoreczką Fioną Xie http://www.fejsik.pl/Falszywe-s… . Cyberfiglarze wiedzą, że w erotyczne linki klikną tysiące użytkowników. I mają rację.

O erotycznym śmietniku na popularnym Fejsie pisze także Jenny Milk na stronach ChicagoNow.com. Blogerka podkreśla, że Mark Zuckerberg stworzył Facebooka po to, by ułatwić milionom ludzi kontaktowanie się z ich znajomymi, społecznościowy gigant miał być przede wszystkim miejscem do publikowania zdjęć i dzielenia się swoimi emocjami. Tymczasem codziennie znajduje na swoim profilu tony spamu. Obleśnego spamu.

Warto w tym miejscu postawić pytanie, czy najmłodszy miliarder świata jeszcze panuje nad własnym dziełem, czy już utracił to panowanie? A może należałoby zrezygnować z moderowania portalu i oddać go we władanie użytkownikom?